Obserwatorzy

poniedziałek, 17 lutego 2014

3-miesięczne denko

No cóż, zaległości się trochę narobiło, więc pora nadrabiać. Dzisiaj przygotowałam dla Was post ze zużyciami. Mimo, że jest to denko z ostatnich 3 miesięcy (listopad, grudzień, styczeń) nie jest tego aż tak dużo, ponieważ nie miałam nawet czasu, żeby zużyć niektóre rzeczy. No to co, zaczynamy? :)

Tak to wszystko wygląda razem. I jak, spora sumka czy nie ma się czym chwalić? :d

Na pierwszy ogień idzie moja ostatnio ukochana maska. Jak widzicie zużyłam już dwa opakowania, a trzecie powoli dobija do końca. Pokochałam ją od pierwszego użycia. Jak na razie mnie nie zawiodła, włoski cały czas reagują na nią świetnie, więc jeszcze im się nie znudziła :) Lubię ją za zapach, konsystencję i przede wszystkim za działanie. Więcej możecie o niej przeczytać TUTAJ.
KUPIĘ, KUPIĘ, KUPIĘ, KUPIĘ!

Idąc już po kolei... Maska łopianowa Agafii. Wygląda na to, że nie doczekała się osobnej recenzji. No cóż :) Ogólnie maska jako maska sprawdzała się całkiem nieźle. Zapachem niestety nie kusi, no ale w końcu nie wszystko co dobre musi ładnie pachnieć. Producent pisze, żę jest to maska silnie wzmacniająca, wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom siłę i elastyczność. No tego niestety nie zauważyłam, ale obronię ją tym, że jest dosyć mała (300 ml), więc trudno po jednym zużytym opakowaniu takie efekty zauważyć. Ogólnie oceniam ją na plus, włoski były po niej miękkie i gładkie. Może dam jej kiedyś jeszcze jedną szansę :) 

Oliwka BabyDream. Czy jest ktoś kto jeszcze jej nie próbował, albo nawet o niej nie słyszał? Moja przygoda z nią była dosyć długa. Jest to moje drugie już opakowanie. Na początku byłam nią zachwycona, później moje włosy miała krótki okres buntu i nie zbyt im pasowała. Teraz natomiast znów się z nią polubiły i mam nadzieję, że prędko takich humorków nie będą miały. Bardzo podoba mi się jej zapach i efekt jaki zostawia na moich włosach. Teraz chciałabym spróbować czegoś innego, ale na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.

Mogliście przeczytać o nim w TYM poście. Polubiłam go za zapach i za działanie. Mimo, że należy do tych łagodnych, to świetnie oczyszcza. Z olejami również nie ma problemu. Włosy są po nim miękkie. Nie robią się sztywne i tępe, jednak bez odżywki się nie obejdzie. Ma przyjemny skład. Kupię ponownie.

Obie odżywki dostałam do testowania w ramach współpracy ze sklepem internetowym SUPERKOSZYK, do którego serdecznie zapraszam :) Odżywka z miodem i cytryną (żółta) całkiem fajna. Ma przyjemny zapach i fajnie działa. Włosy są miękkie i lejące. Jednak poprawy ich stanu nie zauważyłam. Być może gdybym zużyła więcej opakowań coś tam by się zmieniło :) Wersja z lnem i rumiankiem (niebieska) również nieźle się sprawdziła. Używałam jej zaraz po rozjaśnianiu i muszę przyznać, że dawała radę. Nie było po niej czuć tej suchości włosów i nie były takie tępe, jak po niektórych odżywkach dołączonych do rozjaśniaczy. Obydwie odżywki na pewno jeszcze kupię.
Odżywka regeneracyjna Biosilk Silk Filler. Ułatwia rozczesywanie, z tym się zgodzę. Jednak żadnej innej poprawy stanu włosów nie widziałam. Nie były po niej ani bardziej lśniące, ani miękkie czy gładsze. Jeżeli szukacie czegoś, co ułatwi rozczesywanie to mogę ją polecić. Dodam jeszcze, że ma piękny zapach. Może dam je kiedyś drugą szansę.

Aktywne serum na porost włosów. Kolejny kosmetyk, który zna chyba każda włosomaniaczka. Używałam go już wcześniej, jednak po jakimś czasie przestałam być systematyczna i szczerze nie mam pojęcia czy zauważyłam jakąś zmianę. Właśnie dokończyłam to opakowanie i kupiłam następne. Tym razem obiecuję, że poprawię się i będę używała go regularnie. Z tego co wiem, to dziewczyny, które go używały są zadowolone więc myślę, że jeśli jeszcze któraś z Was nie miała tego małego cudaka to warto się skusić. Ja na pewno kupię jeszcze jedno lub dwa opakowania i po zakończeniu kuracji zdam Wam relacje :)

Kolejne produkty, które dostałam w ramach współpracy ze sklepem SUPERKOSZYK. Jest to Joanna seria Argan Oil. Różne opinie czytałam o tych produktach. U mnie jednak sprawdziły się całkiem dobrze. Maseczkę (po lewej) nakładałam zawsze na 15-20 minut pod czepek i ręcznik. Po tym czasie włosy były miękkie i lejące. Dobrze się układały, nie puszyły się i ładnie błyszczały. Odżywkę (w środku) nakładałam na ok. 5 minut. Tyle wystarczyło, żeby włosy stały się miękkie. Również nie było problemu z układaniem. Najbardziej jednak polubiłam serum na końcówki (po prawej). Na początku bałam się, że może obciążyć włosy i przez to będą wyglądały nieświeżo. Jednak nic takiego nie zauważyłam. Stań końcówek trochę się poprawił. Serum można nakładać również na całe włosy. Są wtedy ładnie wygładzone. Na pewno kupię.

Podkład Lirene nature MATT nr 14. Jest to fluid, który towarzyszy mi od naprawdę długiego czasu. Bardzo go lubię. Świetnie matuje, nie waży się i zakrywa małe niedoskonałości. 
Po prawej podkład Rimmel Match Perfection nr 101. Jest to moja pierwsza buteleczka tego produktu i muszę przyznać, że bardzo się z nim polubiłam. W porównaniu do pokładu Lirene jest dużo lżejszy. Również dobrze się rozprowadza i maskuje drobne niedoskonałości. Jeśli chodzi o zmatowienie skóry radzi sobie świetnie. Zarówno do Lirene jak do Rimmela jeszcze nie raz z chęcią wrócę.

Dwa razy eyeliner od Wibo. Używam go od paru lat i jestem z niego zadowolona. Wiem, że ma sporo zwolenniczek. Nie rozmazuje się i całkiem długo ładnie się trzyma. Kupię ponownie. W środku tusz Avon LUXE. Kupiłam go pod wpływem chwili i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Ładnie wydłuża i rozdziela rzęsy. Nie skleja, nie kruszy się. A ponad to ma bardzo przyjemne dla oka opakowanie. Kupię ponownie. Po prawej tusz również z Avonu 24K. Jest to czarny tusz ze złotymi drobinkami, które niestety na rzęsach są baaaardzo słabo widoczne. Jednak jeśli chodzi o tuszowanie to jest całkiem nieźle. Również nie skleja i ładnie wydłuża. Może kupię ponownie.

Beyonce HEAT. Co mam powiedzieć? Kocham ten 
 zapach i niestety strasznie szybko mi się kończy, dlatego często do niego
wracam. Na zimę jest idealny. Na lato odrobinę za ciężki, ale komu by to przeszkadzało? :D Kupię ponownie.

Złuszczający peeling do stóp bebauty z Biedronki. Cena super, produkt również. Do najmocniejszych nie należy, ale zdziera fajnie. Stópki są po nim gładziutkie jak pupka niemowlaka :D Przed wakacyjnym wyjazdem nad może warto się w niego zaopatrzyć. Kupię ponownie.





Garnier Hydra Adapt matujący i odświeżający krem-sorbet. Obiecałam Wam recenzję ale coś nie wypaliło, więc teraz go nawychwalam. Ładnie matuje buzię i odświeża. Daje uczucie schłodzenia. Jest idealny pod makijaż. Podkład świetnie po nim sunie. Całkiem dobrze sprawdza się pod względem wydłużenia makijażu. Również dobrze nawilża. Zaopatrzyłam się już w kolejne opakowanie i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę.

Antyperspirant Nivea fresh natural. Jest drugi na mojej liście ulubieńców zaraz po Garnierze. Ładnie pachnie. Mimo białego koloru nie zostawia śladów na ciele ani na ubraniach. Kupię ponownie.








Huuh, dobrnęłam do końca. Chyba znów zacznę robić denko co miesiąc, bo taka ilość produktów na raz odrobinę mnie zmęczyła :D Teraz uciekam trochę powkuwać, bo niedługo czeka mnie ciężki egzamin na prawko, więc wypadałoby się trochę poduczyć, żeby nie zaliczyć wtopy :) Życzcie mi powodzenia! 

A jak tam Wasze denko? Zużyłyście w ostatnim czasie coś ciekawego? :)

czwartek, 6 lutego 2014

Maska idealna - Kallos Keratin

Po miesiącu przerwy wracam do Was z mnóstwem zaległych postów i większą determinacją do pisania bloga. Od razu się wyjaśnię dlaczego tak długo mnie tu nie było... Po pierwsze totalny brak czasu, mam ostatnio tyle na głowie, że sama nie wiem w co ręce włożyć. Poza tym w ostatnim czasie jak wiecie moje włosy przechodziły małą metamorfozę. Tak, to też jest powód mojej długiej nieobecności. Rozjaśniałam je dwa razy i efekt mogłyście oglądać w ostatnim poście. Później zdecydowałam się na farbę, żeby zneutralizować żółty odcień spowodowany rozjaśnianiem. Niestety nie wyszło tak jak chciałam i z moich blond włosów zrobił się brąz... Byłam na siebie tak zła, że nie miałam ochoty robić niczego z włosami, wliczając w to jakąkolwiek pielęgnację i przywrócenie im dawnego stanu. Był moment, że chciałam je nawet drastycznie skrócić. Po czterech dniach od farbowania zdecydowałam się na ponowne ich rozjaśnienie. I wtedy stwierdziłam, że co to za włosomaniaczka, która tak niszczy swoje włosy? Ale ostatnio doszłam do wniosku, że włosomaniaczka też człowiek, a człowiek przecież na błędach się uczy :D No więc wracam do Was ze zdwojoną siłą i obiecuję, że już się tak nie wypalę :)

Dzisiaj na dobry początek przygotowałam dla Was recenzję mojej ostatnio ukochanej maski, bez której nie wyobrażam sobie pielęgnacji. Mowa tutaj o Kallos Keratin. Zdecydowałam się na nią jakiś czas temu podczas zakupów w Hebe. Niska cena i duża pojemność mnie skusiły i postanowiłam dać jej szansę. Chcecie wiedzieć jak się sprawdziła? Zapraszam dalej :)



Od producenta:
Maska do włosów w kremie Kallor Color z wyciągiem keratyny i proteiny mlecznej do suchych, łamiących się i poddanych zabiegom chemicznym włosów. Dzięki zawartości keratyny i proteiny mlecznej o regenerujących właściwościach odbudowuje naturalną strukturę włosów, wypełniając ubytki . Odżywia i chroni suche, łamiące się włókna włosów. Po zastosowaniu włosy stają się łatwe do układania, miękkie w dotyku i lśniące.
Sposób użycia: nałożyć na umyte, wytarte ręcznikiem włosy. Zmyć dokładnie po 5 minutach.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Hydrolyzed Keratin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 

Cena: ok. 10 zł

Opakowanie, konsystencja, zapach:
1000 ml produktu zamknięte jest w dość dużym słoiczku. Opakowanie niezbyt poręczne, ledwo mieści mi się w dłonie. Jednak otwór jest na tyle duży, że bez problemu możemy wydobyć resztki maski z dna. Szata graficzna prosta, przyjemna dla oka. Konsystencja maski ma kolor biały, jest zbita. Zapach ma przyjemny, nie drażni. 

Moja opinia:
Jestem tą maską zachwycona. Obecnie zużywam jej już trzecie opakowanie. Używam jej dosyć często. Zawsze po myciu nakładam ją pod folię na jakieś 30 minut, albo i dłużej jak się zapomnę :) Po tym czasie włosy są mega miękkie. Już podczas spłukiwania czuć tą gładkość. Po zmyciu nie mam problemu z rozczesaniem włosów. Dobrze się po niej układają i co najważniejsze wyglądają świetnie: są wygładzone i ładnie błyszczą. Maska również dobrze radzi sobie z nawilżaniem. Muszę przyznać, że jest to mój ulubiony kosmetyk ostatnich czasów. Zakochałam się w niej i bardzo chętnie do niej wracam. Cena według mnie jest świetna, chociaż nieadekwatna do działania. Za 10 zł mamy litr naprawdę super produktu, więc jeśli się nie sprawdzi to tracimy naprawdę niewiele. Mogę ją z czystym sercem polecić każdej z Was, która szuka czegoś, co nada waszym włosom miękkości i blasku oraz dobrze je nawilży. 

Miałyście z nią styczność? Jak się u Was sprawdziła? :)

Popularne posty

Etykiety

recenzja (24) aktualizacja (16) pielęgnacja (16) TAG (9) zakupy (9) kosmetyki rosyjskie (8) nowości (6) zużycia (6) paznokcie (5) zapuszczanie (5) Calcium Pantothenicum (4) Mariza (3) Ziaja (3) blond włosy (3) farbowanie (3) mobilemix (3) CP (2) Palette SalonColors (2) Yves Rocher (2) choisee (2) codzienna pielęgnacja (2) dieta włosomaniaczki (2) inspiracje (2) kozieradka (2) mocne włosy (2) nawilżanie (2) olej kokosowy (2) plan (2) serum scalające końcówki (2) współpraca (2) włosomaniactwo (2) zdrowe włosy (2) 8w1 (1) BingoSpa (1) Biovax (1) Cerkogel 30 (1) Chantal (1) Dermika (1) Eveline (1) Evidence (1) Farmona (1) GOGO (1) Garnier (1) Green Pharmacy (1) I love my planet (1) Isana (1) Kallos (1) Keratyna w płynie (1) La Roche-Posay (1) Liquid Keratin (1) Nivea (1) Pantene (1) Piloxidil Vital (1) Pokrzepol (1) ProSalon (1) Professional (1) Rossmann (1) SERI (1) SERI Natural Line (1) Sexy Pulp (1) Soraya (1) Syoss (1) TT (1) Tangle Teezer (1) WAX (1) Zincteral (1) aktywne serum na porost włosów (1) aminokwasy (1) amla jasmine (1) amla jaśminowa (1) awokado (1) baby hair (1) balsam (1) bardzo jasny blond (1) beverly hills formula (1) blask (1) colorwear (1) czarna pasta wybielająca (1) dabur (1) domowa pielęgnacja (1) dzień blogera (1) efekty olejowania (1) essence (1) eveline 9w1 (1) garnier Olia 10.1 (1) gorący okład-maska łopianowa (1) idealny kolor (1) intensywne nawilżenie (1) jak nie uszkodzić włosów (1) krem z 5% kwasem migdałowym (1) krótkie włosy (1) laminowanie (1) laura conti (1) lipiec (1) liście zielonej oliwki (1) lovely (1) marion (1) maska Kallos Keratin (1) maska z awokado (1) maska z olejem arganowym (1) maybelline affinitone (1) mierzenie przyrostu (1) miesiąc zmian (1) minusy (1) mocne (1) mycie (1) mydło (1) nawilżający (1) nawilżenie (1) o mnie (1) od początku (1) odżywianie (1) odżywka regenerująca (1) olej do włosów (1) olej rycynowy (1) olejowanie (1) olejowanie na glicerynę (1) olejowanie włosów (1) pharmaceris (1) pharmaceris T (1) pielęgnacja twarzy (1) plusy (1) podsumowanie (1) podsumowanie akcji (1) postanowienia (1) powrót (1) połysk (1) przebarwienia (1) przyrost (1) płukanka lniana (1) rozczesywanie (1) suche (1) swędząca skóra głowy (1) szampon (1) szampon I love my planet (1) szampon lniany (1) total breath black (1) trądzik (1) tydzień olejowania (1) tydzień z olejem (1) układanie (1) ulubieńcy (1) urodziny bloga (1) walka o płaski brzuch (1) wibo (1) wybielająca pasta do zębów (1) wybielanie zębów (1) wyzwanie (1) włosowa historia (1) włosy (1) zapachy świata (1) zdrowe (1) zmiana na lepsze (1) zmiany skórne (1) zmywacz Eveline 3w1 (1) zęby flex (1) łamliwe włosy (1) żel aloesowy (1) żel lniany (1)